GÓRNIK ZABRZE

Górniczy rekordzista! Wspominamy sylwetkę Erwina Wilczka!

30 lis 2025 | 07:45

Młodszym kibicom pragniemy przypomnieć sylwetkę wybitnego piłkarza Górnika Zabrze. Erwin Wilczek, bo o nim mowa jest absolutnym rekordzistą polskiego futbolu z piętnastoma trofeami na koncie! Dokładnie cztery lata temu Trójkolorową społeczność głęboko poruszyła informacja o jego śmierci.

Urodzony na Wirku...

Wszystkie  tytuły zdobył z Górnikiem, którego był piłkarzem w latach 1959-1972. Jest to niezwykły rekord Polski i chyba nie do pobicia. Należałoby trochę poszperać w archiwach, bo być może nie ma na świecie piłkarza, który osiągnąłby tyle tytułów, grając dla jednego klubu? Wilczek urodził się w Wirku, gdzie zaczynał przygodę z piłką. Był bardzo uzdolniony i już w 1954 roku trafił do kuźni talentów, jak nazywano drużynę chorzowskiego Zrywu, którego opiekunem był niezapomniany profesor Murgot. Zabrzański Górnik budujący wówczas mocny zespół, szybko poznał się na talencie młodego piłkarza, który zdążył już zagrać w młodzieżowej reprezentacji Polski i latem 1959 roku Wilczek został piłkarzem Trójkolorowych. Zadebiutował w czternastej kolejce (grano wówczas systemem wiosna-jesień), przeciwko bydgoskiej Polonii. Zabrzanie wygrali 6:2, cztery gole zdobył rutyniarz Pohl, a dwa dorzucił debiutant Wilczek! Miał wtedy 18 lat i 9 miesięcy. Od tego meczu stał się podstawowym graczem ataku Górnika.  W 1961 roku zadebiutował w reprezentacji Polski w zwycięskim meczu przeciw ekipie ZSRR. Jego kariera zaczynała nabierać tempa. Górnik praktycznie nie miał konkurencji na krajowych boiskach, więc lista trofeów klubowych stale się powiększała. W 1963 roku trener zabrzan Ewald Cebula zmienił Wilczkowi pozycje na boisku.

Mózg zespołu!

Z napastnika stał się rozgrywającym i to był strzał w "dziesiątkę". "Biba" - bo taki był boiskowy pseudonim piłkarza, nigdy nie imponował fizyczna posturą, ale to właśnie on razem z Szołtysikiem jak to się mówi - "robili grę". To oni narzucali partnerom tempo i koncepcję gry. Mówiono o Wilczku - "mózg zespołu".  Niezwykle kreatywny, potrafił tworzyć grę kombinacyjną zespołu, a zmiana pozycji na boisku nie przeszkodziła mu w stałym poprawianiu swoich bramkowych zdobyczy. Piłkarz zaistniał również w Europie, bowiem w tamtych latach Górnik regularnie grał w europejskich pucharach. Z jak najlepszej strony pokazał się również w rozgrywkach amerykańskiej Interligi w 1963 roku. Górnik robił w USA niesamowita furorę i uległ dopiero w półfinale zespołowi West Ham United, przy wydatnej pomocy sędziego, który stronniczo sędziował to spotkanie i  nie uznał zabrzanom dwóch goli strzelonych przez Wilczka. Piłkarz, pomimo sukcesów Górnika, których był współautorem, nie zawsze znajdował uznanie selekcjonerów reprezentacji Polski, stąd zagrał tylko 15 meczów - ostatni, przegrany z Bułgarią w 1969 roku. Co prawda w drugiej linii mieliśmy świetnych piłkarzy, ale chyba zbyt duża rotacja trenerów i brak  określonej koncepcji gry wpływała na dużą zmienność ustawienia reprezentacji w tamtym okresie.

Szczęśliwe losowanie

W 1970 roku Górnik osiągnął największy sukces - awansował do finału Pucharu Europy Zdobywców Pucharu. Ale wcześniej były niezapomniany mecze z AS Romą. Pierwszy półfinał rozegrano na wyjeździe i zakończył się remisem 1:1. Rewanż na stadionie Śląskim zobaczyć chciało aż 200 tysięcy ludzi. Jednak stadion mieszczący o połowę mniej wypełnił się więc do ostatniego miejsca, a przed telewizorami transmisję śledziło 10 milionów widzów. Rzymianie wyszli na prowadzenie po problematycznym rzucie karnym wykorzystanym „na raty” przez Capello w 11. minucie. Po tej decyzji nienawiść całego stadionu skupiła się na arbitrze, który ostatecznie zrehabilitował się dyktując rzut karny w oststniej minucie dla Górnika. Był on również wątpliwy, ponieważ faul na Gorgoniu był na granicy pola karnego. W decyzji sędziemu pomógł nie kto inny jak Erwin Wilczek, który nieco pod przymusem zaprowadził arbitra na 11 metr. Gola dającego dogrywkę zdobył Lubański, który zaraz na początku dodatkowego czasu gry wyprowadził Górnika na prowadzenie. Niestety w ostatniej minucie dogrywki Włosi zdobyli gola na 2:2 uciszając stadion. Decydujący mecz został rozegrany w Strasbourgu i zakończył się ponownie remisem 1:1. Potrzebne było losowanie. I to właśnie Wilczek jako pierwszy wbiegł do szatni, żeby tym, którzy nie wytrzymali napięcia, że los był po stronie Górnika.

Emeryt i... bukmacher
   

25 listopada 1972 roku w zwycięskim meczu z Zagłębiem Sosnowiec, kibice pożegnali piłkarza, który do końca był podstawowym piłkarzem zespołu. Dalszą karierę kontynuował we francuskim Valenciennes, klubie, który akurat spadł z I ligi.  Tam również pokazał się z jak najlepszej strony.  W sezonie 1973/74 piłkarz został królem strzelców II ligi z dorobkiem 26 (!) goli a rok później stał się architektem awansu zespołu do pierwszej ligi. Jednak miał już 35 lat i powiedział - dosyć! Powrócił do Polski i zajmował sie drużynami młodzieżowym Górnika. A w 1979 roku wrócił do Valenciennes i rozpoczął pracę w klubie gdzie kiedyś grał. W latach 80-tych los rzucił Wilczka do Afryki a konkretnie do Gabonu. W 1886 roku prowadził reprezentację tego kraju a potem został trenerem zespołu AS Sogara z miasta Port Gentil. W 1987 roku osiągnął z tym zespołem finał Pucharu Mistrzów Afryki. W pierwszym spotkaniu renomowany egipski Al Ahli wygrał 3:0, ale w rewanżu podopieczni Wilczka pokazali klasę i strzelili rywalom trzy gole. Problem w tym, ze trzeciej, prawidłowo zdobytej bramki sędzia nie uznał i puchar pojechał go Egiptu.  W Gabonie pracował również jako trener były świetny piłkarz Wisły Kraków i reprezentacji Polski - Henryk Maculewicz. Tuż przed wyjazdem z Gabonu Maculewicz uległ bardzo ciężkiemu wypadkowi. Piłkarz całe tygodnie walczył o życie a jednym z pierwszych, który pospieszył z pomocą był Erwin Wilczek... Po przygodzie z Czarnym Lądem piłkarz wrócił do Francji, gdzie trenował mały klubik z którym kilkakrotnie wywalczył awans do wyższej ligi.

W ostatnich latach chorował na Alzheimera. Zmarł 30 listopada 2021 roku, pochowany w Aulnoy-lez-Valenciennes we Francji. O śmierci poinformował syn Erwina i jego rodzina.